Weź byka za rogi! Zmiany w praktyce.

Weź byka za rogi! Zmiany w praktyce.

Jako młoda dziewczyna pisałam w moim pamiętniku, że uwielbiam zmiany, że ich się nie boję i że zmiany jako element ewolucji, są wyznacznikiem udanego życia. Świadomie dążyłam do zmian, bo uważałam je za ciekawy i kuszący aspekt życia.. Tak, dzisiaj mając lat pięćdziesiąt mogę stwierdzić, że ta myśl prowadzi mnie nadal, dodając mi otuchy w różnych sytuacjach kryzysowych.

Zmiana to składowa dwóch wektorów: decyzji i konsekwencji. Pisząc o zmianie chcę zaznaczyć, że nie chodzi mi o transformacje. Chodzi mi o zmiany, którym nasze życie ulega i nasz stosunek do nich oraz o zmiany, których dokonujemy dobrowolnie. Transformacja ma charakter bardziej holistyczny, ciągły i często nieodwracalny.

Każdy z nas podejmuje ważne decyzje w swoim życiu, ale wiele osób ma z tym kłopot i w rezultacie wiele decyzji pozostawia czystemu losowi. Niektórzy przedłużają w nieskończoność swoje męki, żeby w końcu ktoś lub coś pojawiło sie na ich drodze i to ostatecznie przerwało. Nie dajemy sobie szansy ani możliwości wyboru, nie wierzymy, że mamy na tyle trzeźwy umysł lub dostateczną wiedzę, żeby być w stanie hipotetycznie przanalizować możliwe konsekwencje naszych wyborów. Faktem jest, że niekiedy brakuje nam wiedzy, doświadczenia a nawet chęci czy odwagi, żeby taką analizę przeprowadzić. A czasami jeszcze lubimy działać spontanicznie, bez wikłania się w jakieś ”rozkminy”, bez myslenia o konsekwencjach.

W moim życiu, podobnie jak i w waszym, najważniejsze decyzje dotyczyły kwestii wykształcenia, emigracji, ślubu i rozwodu oraz macierzyństwa. I muszę tu od razu zaznaczyć, że te kwestie nie były częścią wielkiego planu na życie, ale każdą z nich starałam się rzetelnie analizować i wybierać odpowiedni moment w czasie na wprowadzenie zmian w codzienność. Faktem jest, że czasami byłam niecierpliwa i miałam ochotę dokonać pewnych zmian wcześniej, ale życie szybko nauczyło mnie pokory. Starałam się słuchać swojego wewnętrznego głosu rozsądku i uczyć na błędach swoich i innych ludzi. Jestem dobrym obserwatorem tego, co dzieje sie dookoła, jednakże nie wyciągam pochopnych wniosków z tego co widzę, mam raczej tendencje do doszukiwania się drugiego dna czyli przyczyn albo specyficznych okoliczności.

Zmiana jako proces twórczy kojarzy mi sie z odwagą i z ambicją, aczkolwiek żadna z tych cech charakteru nie ma znaczenia dopóki nie podejmiemy się konkretnego działania.

Ambicja to ta wewnętrzna siła, która sprawiała, że nie godziłam sie na obecny stan rzeczy i świadomie dążyłam do czegoś lepszego. Szczerze mówiąc, tym czymś rzadko był jakiś konkretny cel, np. ukończenie studiów z wyróżnieniem czy wysoka pensja. Skupiałam sie raczej na osiągnięciu czystej satysfakcji z faktu, ze udało mi się moją sytuację zmienić na lepszą. Przykładem może tu być rozwód, który sam w sobie jest zwykle traumatycznym przeżyciem i w większości przypadków oznacza pogorszenie sytuacji materialnej a nawet społecznej. U mnie zaś rozwód okazał się kluczowym krokiem w stronę samorealizacji czego konsekwencją była kariera zawodowa, lepsze zarobki i nowy udany związek. Posiadałam wizję przyszłości i gotowość do wysiłku, ale dopiero decyzja o rozwodzie i uwolnienie się od męża dały mi poczucie sprawczości.

Natomiast odwagę miałam w sobie zawsze. Stresowałam się kreując czarne scenariusze ale jednak decydowałam, że coś innego było ważniejsze niż ten strach. Z czasem też, jak to w życiu bywa, doświadczenia życiowe, drobne sukcesy rozwinęły moje kompetencje i talenty do tego stopnia, że przestałam się przejmować drobnymi niepowodzeniami a skupiać bardziej na tym co czyni mnie i moją rodzinę szczęśliwymi. W końcu uwierzyłam, że mimo porażek dam sobie radę i kolejne wyzwania zaczęłam traktować jak przygodę.

Młodych ludzi zawsze namawiam do podejmowania nowych wyzwań, do wyjścia ze strefy komfortu, do szczerej dyskusji i do wyrażania swoich potrzeb. Bo jeśli Ty nie wyrazisz swoich potrzeb to kto ma to zrobić za Ciebie? Bo jeśli Ty nie podejmiesz decyzji to kto ma ją podjąć za Ciebie? Jak zdobędziesz pewność siebie, jeśli nie podejmiesz się pewnych wyzwań? Jak osiągniesz swoje marzenia jeśli nie weźmiesz byka za rogi? Wyjście ze strefy komfortu nie zawsze musi oznaczać jednoznaczny sukces, ale również cenną lekcję i wzrost, bo każdy błąd to krok ku lepszym umiejętnościom i wiedzy. Sterfa komfortu jest niczym innym jak strefą stagnacji a więc nie dochodzi w niej do żadnych zmian. Nie ma w niej miejsca na nowość, ekscytacje, spontaniczność, wyzwania… Jednym słowem NUDA = zero progresu!

Do zmian potrzeba odwagi a nowe doświadczenia (nie koniecznie pozytywne) tę odwagę cementują. Przykładem „ćwiczenia na odwagę” może tu być sprawa w sądzie. Powszechny strach przed procesami sądowymi wycofuje większość ludzi do tego stopnia, że wolą stracić pieniądze, niż iść do sądu i walczyć o swoje. Plotki i mity na temat wysokich kosztów sądowych przyczyniają się w dużym stopniu do tego paraliżu. Pamiętam jak bardzo stresowałam się pierwszą sprawą sądową, którą sama założyłam przeciwko klientowi, który nie zapłacił mi za usługę. Mieszkałam wtedy w Szwecji zaledwie rok, nie znałam języka i nie miałam na tyle pięniedzy, żeby ryzykować opłatą za koszty sądowe, które miały być… ooogroomnee. W dodatku nie chodziło tu o wielką sumę pieniędzy. Dlaczego więc odważyłam się na ten krok?

Bo wykonałam zlecenie i należały mi się za to pieniądze.

Bo nie pozwolę, żeby ktoś marnował mój czas i zdrowie, ani nie pozwolę się lekceważyć.

Bo chciałam tego doświadczyć, zdobyć wiedzę na temat przebiegu procesu sądowego w Szwecji.

Mój klient prawdopodobnie zorientował się, ze jestem nowa w kraju i wątpił, żebym miała czelność zgłosić sprawę do sądu. A jednak to zrobiłam i wygrałam! W przeciągu 16 lat mieszkania w Szwecji procesowałam się już osiem razy. W większości z przypadków wygrałam albo wyrok zapadł za porozumieniem stron i nie korzystałam z pomocy adwokatów. Jednym z ciekawszych przypadków była sprawa, jaką mi wytoczyło samo biuro adwokackie, bo nie zgodziłam sie na zapłacenie za extra wydatki ich adwokata przy okazji świadczenia mi usługi. Zbuntowałąm się, a oni nie chcieli iść na ustępstwa. Rok później spotkaliśmy się w sądzie, ja versus firma adwokacka! Tak, był stres, ale przezyłam i wygrałam. W zeszłym roku wygrałam dużej wysokości odszkodowanie w sprawie przeciwko mojemu sąsiadowi, bo bez mojej zgody powycinał mi krzewy na granicy mojej działki.

Niektórzy pewnie doszliby do prostego wniosku, że jestem jakąś konfliktową sekutnicą, która zawsze musi postawić na swoim. Może w pewnym sensie jestem, ale fakt że nie boję sie konfrontacji nie oznacza, że lubię stwarzać napięcia. Jestem zdania, że każdy ma prawo walczyć o sprawiedliwość i korzystam z tego prawa. Nie mam tendencji do godzenia się na coś wbrew sobie, dla świętego spokoju, ale to też zależy od wagi sprawy. Poza tym warto pamiętać o tym, że wiele instytucji i firm działa niezgodnie z prawem i liczy na to, że sparaliżowani strachem nie będziemy dochodzić swoich praw w sądzie. Zdarza się też, że wycofam się z udziału w czymś co nie jest zgodne z moim poglądem. Jako nauczyciel sporo się w życiu zawodowym natłumaczę, w życiu prywatnym staram sie tego unikać, rozumiem, ze każdy ma prawo do własnych pogladów. W jednym się zgadzamy, w innym – nie, no big deal!

I tu można by rozwinąć kolejny wątek, jeśli chodzi o zmiany – wątek relacji miedzyludzkich. Mamy naturalne tendencje przyjaźnić sie z ludźmi, którzy są w jakimś większym stopniu podobni do nas. Badania nad przyjaźnią i relacjami pokazują, że najważniejsze jest podobieństwo wartości i podstawowych zasad życiowych, różnice w temperamentach czy zainteresowaniach są nieco mniej problematyczne, natomiast najcześciej relacje rozpadają się przez brak szacunku. W odniesieniu do zmian ludzie różnią sie poziomem otwartości na doświadczenia, jedni wolą tworzyć układy dynamiczne, inni stabilne i przewidywalne. Wyniki badań socjologiczno-psychologicznych wskazują, że najdłużej utrzymujace się relacje to związki osób, z których jedna ceni sobie stabilność a druga – dynamikę. W zdrowej dojrzałej relacji nie ma miejsca na wyśmiewanie lęków czy na wymuszanie zmian, chodzi o okazanie sobie wzajemnego wsparcia a nie wywieranie presji. Ostatecznie każdy powinien sobie zadać kluczowe pytanie: Czy te róznice w podejściu do zmian inspirują nas czy raczej powodują napięcie i poczucie niedopasowania? ZMIANA wspiera rozwój w związku pod warunkiem, że jest zaproszeniem a nie ultimatum. Mój zwiazek jest tego dobrym przykładem, aczkolwiek ani ja ani mój przyszły mąż nie jesteśmy osobowościami super skrajnymi. Ja jestem tą dynamiczną trochę nieokiełznaną stroną, która wnosi energię i impuls do działania, Aaron natomiast wnosi spokój, strukturę i bezpieczeństwo. Nie wszystkie decyzje podejmujemy wspólnie, ale konsultujemy ze sobą wszystkie pomysły, często myślimy głośno i inspirujemy się nawzajem. Kreujemy coś w rodzaju twórczego napięcia, które stwarza dobry fundament do stabilizacji i rozwoju zarazem, rozwoju nie tylko samego związku, ale i nas jako jednostek. I w razie porażki nikt nie obwinia nikogo, lecz razem zastanawiamy się co dalej. Każdy popełnia od czasu do czasu jakiś błąd i ważne jest, żeby móc się wygadać i wysłuchać.

W badaniach nad długoterminowymi związkami widać, że nie temperament decyduje o trwałości zwiazku, ale umiejętność regulownia róznic. Nie oznacza to, że mamy się wiecznie dopasowywać i zmieniać wedle życzeń partnera, bo to z koleji prowadziłoby do tłumienia własnych potrzeb. Umiejętność regulowania różnic polega raczej na adaptowaniu się do siebie, czyli akceptacji różnic i znalezieniu wspólnego jezyka w komunikacji, emocjach i codziennych działaniach. Umiejętność ta pozwala nam również urealnić nasze możliwości, poznać właasne zasoby oraz ograniczenia i lęki. Nie należy dążyć do zmiany partnera, ale wypracować kompromis, który pozwoli obu stronom po prostu czuć sie dobrze. Zmiana może odnosić się tylko i wyłącznie do poszukiwania nowych wspólnych rozwiżzań lub tworzenia nowych okoliczności, ale przy założeniu, że zachęcamy siebie wzajemnie do rozważenia innej opcji, a nie wywieramy presji. Wyjaśnię to na naszym przykładzie:

Kiedy poznałam Aarona prowadził on własna działalność gospodarczą i miał nieregularne dochody do tego stopnia, że czasami w okresie zimowym starczało mu tylko na podstawowe potrzeby. Ponieważ mój poprzedni partner miał podobną sytuację i popadł w finansowe tarapaty, miałam poważne obawy o przyszłość naszego związku. Może nie brzmi to zbyt romantycznie, ale faktem jest, że wiele związków rozpada się z powodu problemów finansowych i dlatego warto dbać o stabilną ekonomię w relacji. Więc potrzebna była ZMIANA.

Namawianie partnera do zmiany ścieżki zawodowej nie oznacza zmiany partnera w sensie, że zmieniasz jego osobowość czy podstawowe cechy charakteru, może to jednak oznaczać wpływ na jego decyzje zawodowe i wybory życiowe. Znałam już Aarona dwa lata i zaczęłam zastanawiać sie nad opcjami, które mogły lepiej pasować do jego charakteru, pasji, talentów i potrzeb a nawet do jego wieku. To było wyrazem mojej troski i zaangażowania w jego dobro a w nasz spokój, sama miałam ekonomiczną sytuację stabilną i zadowalającą. Wiedziałam jak bardzo prowadzenie firmy kumulowało u niego stres, choć twierdził, że daje radę. Wiedziałam również, ze Aaron posiadał potencjał, by robić coś bardziej satysfakcjonującego i wymyśliłam coś co mu sie bardzo spodobało. Doszło do spotkania z pracodawcą, a na efekty nie trzeba było długo czekać! Pracodawca też zobaczył w nim potencjał i Aaron zaczął nowa pracę w zasadzie z dnia na dzień. Po paru miesiącach pracy podjął studia w celu zdobycia potrzebnych kwalifikacji zawodowych i od dwóch lat zatrudniony jest na stałe. Swojej firmy nie zamknął i ma z niej dodatkowy dochód. Lubi swoją pracę, czuje się spełniony w nowej roli i wdzięczny za moje wsparcie.

W całym tym procesie miałam lęk, że mogę przekroczyć granice, które naruszą autonomię Aarona i wprowadzą go w poczucie, że jest zmieniany. Zdaję sobie sprawę, że on również miał chwilowe obawy o przyszłość naszej relacji, że mógł moją propozycje zmiany odebrać jako ultimatum. Dlatego takie próby zmiany należy opatrzeć wspólną refleksją nad celami, aby razem spojrzeć na problem z szerszej perspektywy. Zamiast koncentrować sie wyłącznie na pracy, należało skierować uwagę na wartości i marzenia. Chcieliśmy spędzać razem wakacje, ale przy prowadzeniu firmy latem było najwięcej zleceń i to ograniczało nasze możliwości. Rozmawialiśmy też o kwestii jego gotowości na to by wejść w nową rzeczywistość, bo minęło wiele lat odkąd Aaron był gdzieś zatrudniony. To, że potrafiliśmy przejść przez ten proces ZMIANY z otwartością, świadczy o tym, że w naszej relacji jest przestrzeń na kompromisy i zrozumienie, i że mamy do siebie zaufanie.

Lęk przed zmianą to lęk przed upadkiem, przed konsekwencjami i przed rozczarowaniem. Warto jedak pamietać,że zmiany, bez wzgledu na rezultat wzmacniają nas samych a także więzi jakie tworzymy z innymi ludźmi. Partnerzy wtedy czują, że mają siebie nawzajem na trudniejszych etapach życia. Dojrzały związek daje poczucie bezpieczeństwa, wsparcia i wspólnego celu, co pomaga w przełamaniu oporów przed nieznanym. Gdy pojawia sie niepewność, obecność drugiej osoby daje poczucie, że nie jesteś sam, że ktoś wierzy w twoje możliwości, a wszelkie trudności czy porażki raźniej przechodzi się razem.

Myślę, ze dojrzałą miłość można zdefiniować jako wzajemną inspirację poprzez słowa i działania… Taka miłość nie polega tylko na trwaniu przy sobie, ale na tworzeniu przestrzeni do zmian i do bycia lepszymi, szcześliwszymi ludźmi.

Dodaj komentarz